e-mail: taxpage@doradcypodatkowi.pl « Doradcy podatkowi Archiwum Wtorek, 11-12-2018
Wydania archiwalne
Nr 2/2006 (29)
Łódź, dnia 2 czerwca 2006 r.
Wyświetlono: 9281 razy
Spis Treści
Artykuł wstępny

Bieżący numer biuletynu otwieramy prezentacją Praw Tomczaka (JAT). Tematykę tę, inspirowaną twórczością Artura Blocha, zapoczątkowaliśmy trawestacjami Praw Murphy`ego opublikowanymi w numerze 6/2002 naszego biuletynu. Wróciliśmy do niej m.in. w numerze 9/2003(18), publikując „Dekalog podatnika”. Prawa te zaczęły już żyć własnym życiem i dlatego nazwaliśmy je od nazwiska ich autora „Prawami Tomczaka”, albo od inicjałów tegoż – „Prawami JAT”.

Resztę biuletynu poświęcamy aktualnościom związanym z podatkami i quasi-podatkami. Artykuły poświęcone tym aktualnościom są być może kontrowersyjne, jednakże sygnalizują niektóre niebezpieczne tendencje w działaniach legislacyjnych administracji podatkowej, i tejże administracji są dedykowane.

Redakcja

komentarzy (0)  |  dodaj komentarz  |  ▲ do góry
Prawa Tomczaka (JAT), czyli konsensus ponad podziałami

Właśnie zbliża się kolejna rocznica pierwszych wolnych wyborów. W siedemnastoletniej historii III, a może już IV, Rzeczpospolitej mieliśmy niemal wszystko. Notabene, ciekawe która z sił politycznych zainauguruje Rzeczpospolitą V i kiedy świętować będziemy powstanie jubileuszowej – setnej. U władzy były już niemal wszystkie siły polityczne, od lewa do prawa politycznej sceny. Słyszeliśmy przedstawicieli lewicy głoszących poglądy liberalne i przedstawicieli prawicy głoszących poglądy zgoła socjalistyczne – schizofrenia w czystej, wysublimowanej postaci. Patrzymy na „wojny na górze” i potyczki „na teczki”. Uczestniczymy w permanentnych „igrzyskach” (najczęściej tzw. „komisyjnych”), tylko z „chlebem” jakby gorzej – władza (każda !) nie ma czasu zajmować się takimi drobiazgami. Ale to chyba dobrze. Póki politycy zajęci są sami sobą i nie mieszają się do gospodarki, ta ostatnia ma się całkiem nieźle. I niech już tak zostanie.

Statystyczny Kowalski już dawno pogubił się w meandrach zażartych politycznych debat i nie słucha tak uważnie jak niegdyś słów płynących ze środków masowego przekazu. Trudno mu się dziwić. Wszak nie rozumie, o co tak naprawdę politykom chodzi, jeśli nie liczyć chęci zdobycia albo utrzymania władzy.

Na szczęście (dla Kowalskiego) w tym chaosie życia publicznego, zaciekłych sporach, wzajemnych podjazdach i potyczkach, są dwa zjawiska niezmienne od siedemnastu lat, jakie minęły od początku transformacji. Zjawiska, które łączą wszystkich bez wyjątku prominentnych przedstawicieli życia publicznego. Łączą ponad podziałami, bez względu na partyjną przynależność i wyznawany światopogląd, stwarzając Kowalskiemu namiastkę poczucia stabilności i przewidywalności zachowań polityków.

Pierwsze z nich polega na tym, że którykolwiek z nich głosi jakikolwiek pogląd, powołuje się przy tym zawsze na autorytet Ojca Świętego, nawet wtedy gdy poglądy owe są sobie krańcowo przeciwstawne i pozostają bez żadnego związku z nauką Kościoła. Jednak ta akurat obserwacja nie jest szczególnie nowatorska ani odkrywcza, wszak „koń jaki jest, każdy widzi”.

Znacznie ciekawsza jest druga ze wzmiankowanych obserwacji. Otóż przez całe owe siedemnaście lat, absolutnie każda z partii politycznych biorących udział w wyborach obiecywała w kampanii wyborczej uproszczenie i zmniejszenie podatków, po to by, natychmiast po dojściu do władzy, podatki te podwyższyć i skomplikować. Żadna z wielkich publicznych debat na ten temat ani żadna „biała księga” nie doprowadziły do osiągnięcia celów, jakie sobie stawiały – obniżenia obciążeń podatkowych i uproszczenia systemu. Nie został też nigdy zrealizowany żaden program partii politycznej, stawiającej sobie cele jak wyżej. Kolejne ekipy ograniczają się co najwyżej do drobnych zmian typu „face lifting”, które pod pozorem naprawy finansów publicznych prowadzą do rosnącej dezintegracji systemu i faktycznego wzrostu obciążeń (nie tylko zresztą fiskalnych).

Te oraz inne obserwacje pozwalają na sformułowanie pewnych obiektywnych, ogólnych praw rządzących rzeczywistością społeczno-polityczną, niezależnie od tego, jaka opcja polityczna jest akurat u władzy, a jaka szykuje się właśnie do jej przejęcia. Prawa te nazwaliśmy od nazwiska ich autora „Prawami Tomczaka”, albo od inicjałów tegoż – „Prawami JAT”.


PRAWA  TOMCZAKA  (JAT)

1. Aksjomat apolityczności władzy

Władza, podobnie jak biurokracja, jest zawsze apolityczna. Realizuje wyłącznie własne cele, niezależnie od tego, z czyjego mandatu jest sprawowana.

2. Główny atrybut władzy
Nieodłącznym atrybutem władzy (każdej), jest chęć podwyższenia podatków i skomplikowania systemu podatkowego.

3. Prawo nierealizowalności programów
Żaden program wyborczy żadnej partii politycznej nie został nigdy w całości zrealizowany.

4. Zasada samozadowolenia
Zdaniem każdego polityka, Watykan zawsze jest po jego właśnie stronie.

5. Prawo nieprzystawalności do aksjomatu Heraklita z Efezu – prawo sumy zerowej
Im głośniej zapowiadana jest reforma, tym większa pewność, że efekt działań reformatorów da wynik o sumie zerowej. Zachowane dzięki temu status quo nie stosuje się do heraklitowskiej reguły panta rei i jest jedyną stałą rzeczą w kosmosie.

6. Prawo „układów”
Jedynym instrumentem poznawczym pozwalającym opisać życie publiczne jest „Teoria chaosu”, która pozwala na ujęcie w formuły matematyczne nieprzewidywalnych zachowań się „układów” lub przebiegu zjawisk.
Uwaga. Znaczenie terminu „układ” definiuje każdorazowo aktualna władza. Definicja ta ogłaszana jest w środkach masowego przekazu.

7. Pierwsza zasada entropii życia publicznego
Porządek w życiu publicznym jest najmniej, a chaos najbardziej, prawdopodobny. Miarą chaosu jest entropia. Wszelkie działania każdej władzy prowadzą do wzrostu entropii. Władza nie jest w tych działaniach nowatorska – rośnie również entropia całego Wszechświata.

8. Druga zasada entropii życia publicznego
Entropia związana z działaniami władzy rośnie dwa razy szybciej, niż entropia reszty Wszechświata.


9. Trzecia zasada entropii życia publicznego
System podatkowy jest układem, którego entropia rośnie dwa razy szybciej, niż entropia związana z pozostałymi działaniami władzy.

10. Prawo zachowania korupcji
Korupcja jest immanentną cechą każdej władzy. Jest zjawiskiem nieeliminowalnym, a czas jej trwania porównywalny jest z czasem życia gwiazd.

11. Liniowe równanie korupcji
Każda władza walczy z korupcją. Rozmiary i zasięg korupcji są wprost proporcjonalne do stopnia nagłośnienia tej walki w mediach.

12. Prawo „worka bez dna”
Każda władza jest w stanie wydać każdą ilość pieniędzy wyciągniętych z kieszeni podatników.

13. Aksjomat „czarnej dziury”
Niezależnie od tego, jaka opcja polityczna jest akurat u władzy, termin „oszczędne państwo” oznacza „czarną dziurę” po stronie wydatków budżetu.

14. Pierwsze równanie wzrostu gospodarczego
Tempo wzrostu gospodarczego jest odwrotnie proporcjonalne do stopnia zainteresowania polityków gospodarką.

15. Drugie równanie wzrostu gospodarczego
Tempo wzrostu gospodarczego jest odwrotnie proporcjonalne do wielkości obciążeń fiskalnych.

16. Trzecie równanie wzrostu gospodarczego
Tempo wzrostu gospodarczego jest odwrotnie proporcjonalne do liczebności administracji skarbowej.

17. Aksjomat ”Roma locuta, causa finita”
Jeśli w sporze z organami administracji uważasz, iż prawo i słuszność są po Twojej stronie, pamiętaj że ostatnie słowo zawsze należy do władzy – „Rzym przemówił, sprawa zakończona”.

18. Zasada nieoznaczoności Tomczaka

Podział na lewicę, prawicę i centrum jest podziałem czysto tytularnym, pozostającym bez żadnego związku z programami poszczególnych partii politycznych. Programy poszczególnych partii pozostają bez żadnego związku z wypowiedziami ich działaczy. Wypowiedzi działaczy partyjnych pozostają bez żadnego związku z faktycznie podejmowanymi działaniami. Działania faktycznie podejmowane przez poszczególne partie pozostają bez żadnego związku z działaniami podejmowanymi przez te partie już po objęciu władzy.
Niemożliwe jest zatem zakwalifikowanie żadnej partii do lewicy, prawicy lub centrum, na podstawie jakichkolwiek klasycznych kryteriów i metod, bez sięgania do metod  właściwych fizyce kwantowej. Jednak również w tym ostatnim przypadku ostateczną granicę poznawalności wyznacza zasada nieoznaczoności Heisenberga. Poznanie prawdziwej natury jakiejkolwiek partii politycznej jest zatem zadaniem nierozwiązywalnym.

19. Ogólna teoria względności Tomczaka
Zasada równoważności masy i energii (E = m c2) sformułowana przez Alberta Einsteina ma zastosowanie również do życia publicznego – energia (E), z jaką każda partia polityczna prze ku władzy, jest wprost proporcjonalna do masy spodziewanych profitów (m) i kwadratu stałej (c), gdzie : c – współczynnik cynizmu = wartości skalarnej prędkości światła.

20. Uzupełnienie ogólnej teorii względności – osobliwość Tomczaka
Partie niewielkie („kadrowe”, „kanapowe”, etc.) nie stosują się w pełni do formuły Alberta Einsteina. W ich przypadku formuła ta ma postać :  E = m co , gdzie :  o (osobliwość Tomczaka) -  wykładnik odwrotnie proporcjonalny do wielkości partii; dla partii dużych o = 2, dla pozostałych o > 2.


21. Szczególna teoria względności Tomczaka
„Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia (w Parlamencie)”. Każde przejście z ław opozycji do ław rządowych, i vice versa, prowadzi do natychmiastowej diametralnej zmiany optyki, poglądów, zachowań, a nawet wyznawanego światopoglądu. Prawo to ma charakter ponadczasowy i obiektywny, niezależny od woli, chęci, a nawet sumienia, podmiotu tych zmian.

22. Teoria zwierciadła kulistego wypukłego

Każda władza dba o zachowanie odpowiedniego parytetu między podatkami i wszelkiego rodzaju quasi-podatkami. Parytetu takiego, by obraz obciążeń fiskalnych widzianych okiem podatnika był pomniejszony, prosty, urojony. Pokazanie obrazu rzeczywistego, w skali 1:1, byłoby zabójcze dla psychiki 95% populacji (pozostałe 5% to władza wszystkich szczebli).

Jerzy Andrzej Tomczak

komentarzy (0)  |  dodaj komentarz  |  ▲ do góry
Ukryty podatek – komunikacyjne ubezpieczenie OC

Minister Zdrowia szuka usilnie środków dla ratowania zapaści w podległym mu resorcie. Jego intencje są bez wątpienia szlachetne, a cel słuszny. Poczynaniom tym kibicują wszyscy obecni oraz potencjalni pacjenci. Jednak nie wszystkie pomysły na realizację tego celu wydają się być trafnymi. Chybionym pomysłem jest chyba obciążanie sprawców wypadków kosztami leczenia ich ofiar.

Z pewnością wielce naganna jest nieroztropność kierowców, ich brawura i brak wyobraźni, żeby nie wspomnieć o jeździe pod wpływem alkoholu, która jest już wręcz przestępstwem. Dalsze rozważania nie dotyczą tej ostatniej kategorii, ani sytuacji, gdy wypadek drogowy spowodowany został z rozmysłem. Wszystkie wykroczenia i przestępstwa należy ścigać i karać, stosownie do wagi popełnionego czynu. Nie można jednak zapominać, iż większość sprawców wypadków komunikacyjnych to jednak nie przestępcy. Bogactwo niesionych przez życie sytuacji, w których można mimowolnie stać się sprawcą karambolu na drodze, jest przeogromne. Najczęściej też sprawcy wypadku występują w podwójnej roli, bowiem sami stają się też ofiarami tych zdarzeń.

Sprawcy ci dzielą ból i cierpienie z ofiarami, dzielą z nimi również straty materialne. Udziałem sprawców wypadków jest natomiast dodatkowo cierpienie psychiczne, związane z poczuciem własnej odpowiedzialności za tragedię, od którego to cierpienia wolne są ofiary. Sprawca wypadku ponosi również odpowiedzialność karną, począwszy od mandatu, aż po pozbawienie wolności.

Zabezpieczeniem przed skutkami materialnymi omawianych zdarzeń drogowych są ubezpieczenia komunikacyjne, a w szczególności ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej sprawcy wypadku (OC). To ostatnie jest ubezpieczeniem obowiązkowym, które w zamyśle zabezpieczyć ma roszczenia ofiary, ale jednocześnie ma również pomóc sprawcy w udźwignięciu ekonomicznego ciężaru skutków tego zdarzenia (wszak sprawca najczęściej jest również ofiarą, która ponosi koszty leczenia własnego, koszty związane z uszkodzeniem własnego pojazdu, mandaty i grzywny związane z odpowiedzialnością karną, etc.).

Pomysł, by kosztami leczenia ofiary wypadku obciążać – będącego również ofiarą – sprawcę, zamiast ubezpieczyciela, oznacza że obowiązkowe ubezpieczenie OC przestaje pełnić swą funkcję wynikającą z jego definicji zawartej już w samej nazwie tego ubezpieczenia. Jeśli dodać do tego coraz częstszą praktykę ubezpieczycieli – występowanie z wtórnym roszczeniem wobec ubezpieczonego od odpowiedzialności cywilnej, jeśli z tytułu tej odpowiedzialności, ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie ofierze – to ubezpieczenie OC de facto przestaje pełnić swoją rolę, a przynajmniej tę rolę, jaką w swej naiwności przypisują mu ubezpieczeni. Taki – mówiąc niezbyt elegancko – „produkt” ubezpieczeniowy nie znalazłby w ogóle nabywców, gdyby nie obowiązek jego nabycia wynikający z mocy samego prawa.

W opisanej sytuacji (opłacający składkę OC nie otrzymuje w zamian nic), ustawowy obowiązek zawarcia umowy ubezpieczenia oznacza, że ubezpieczenie to posiada wszelkie cechy konstrukcyjne podatku – jest publicznoprawnym, nieodpłatnym, przymusowym oraz bezzwrotnym świadczeniem pieniężnym, zawiera określenie przedmiotu i podmiotu „opodatkowania”, stawek, etc.

Definicja ta brzmi dziwnie swojsko i doskonale wpisuje się w klimat opublikowanych wyżej „Praw JAT”.

Zatem, będący jednocześnie ofiarą, sprawca wypadku zapłaci :

1.) podatek jw. (składka OC),
2.) koszty leczenia ofiary,
3.) quasi podatek, jakim jest składka na ubezpieczenie zdrowotne,
4.) odszkodowanie lub rentę dla ofiary, jeśli wystąpi ona z takim roszczeniem, a sąd odszkodowanie to zasądzi,
5.) odszkodowanie dla ubezpieczyciela, związane z wypłaceniem ofierze odszkodowania z tytułu strat materialnych, jeśli ubezpieczyciel wystąpi z takim roszczeniem, a sąd odszkodowanie to zasądzi,
6.) mandat lub grzywnę związaną z odpowiedzialnością karną za spowodowanie wypadku

Poniesie ponadto koszty leczenia własnego oraz straty z tytułu uszkodzenia lub zniszczenia własnego pojazdu. Jeśli dodać do tego cierpienia fizyczne i psychiczne, to lepiej w ogóle nigdy nie wsiadać do samochodu.

Jerzy Andrzej Tomczak

komentarzy (0)  |  dodaj komentarz  |  ▲ do góry
Kij i marchewka, czyli nihil novi sub sole

Niewiele zostało z zapowiadanej szumnie w kampanii wyborczej reformy podatkowej. Zapowiadane zmniejszenie stawek podatkowych przełożono na rok 2009, a niektóre z pomysłów kampanii odłożono w ogóle ad Calendas Graecas. Jednym z najważniejszych, a już na pewno najgłośniejszych, elementów tej „reformy” jest zniesienie 50% kosztów uzyskania przychodów dla artystów, naukowców, etc. Być może jest to pomysł słuszny. Wszak instytucja ta wywodzi się z II Rzeczpospolitej, zatem z czasów „znienawidzonej sanacji”. Być może jest też jednym z elementów walki z korupcją (?), bo na pewno nie z „szarą strefą”.

Dla autora niniejszego, cel tego przedsięwzięcia pozostaje nieodgadnioną tajemnicą. Otóż Premier w wypowiedzi dla TV stwierdził, iż całość środków, które budżet uzyska ze zwiększenia opodatkowania wynagrodzeń środowisk twórczych przeznaczona zostanie na wynagrodzenia dla tychże środowisk (?). Jeśli wierzyć słowom premiera, to przedsięwzięcie to wydaje się być pustym ruchem pozornym – „grą o sumie zerowej”.

A może jest to makiaweliczny pomysł na zyskanie przychylności środowisk twórczych – szybko zapomną o stracie, a we wdzięcznej pamięci zachowają to, co im później zaofiarowano. W tym kontekście, cała operacja przypomina jako żywo „kij i marchewkę” prof. Kołodki – nihil novi sub sole.

Jerzy Andrzej Tomczak

komentarzy (0)  |  dodaj komentarz  |  ▲ do góry
Podatek spadkowy – drugie dno, czyli reaktywacja Wielkiej Idei
Rada Ministrów przyjęła pakiet projektów ustaw, który – według słów wicepremier Zyty Gilowskiej – nie jest reformą, lecz „zestawem zmian porządkujących system podatkowy, by stał się on bardziej racjonalny, sprawiedliwy i eliminował patologie”. W pakiecie tym znalazł się również projekt nowelizacji ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych (projekt z 2 czerwca 2006 r. opublikowany na stronie internetowej Ministra Finansów). Zawarta w tym ostatnim idea zwolnienia z opodatkowania spadków i darowizn otrzymanych przez członków najbliższej rodziny zasługuje ze wszech miar na poparcie, bowiem podatek ten stanowi istne curiosum – jest rzeczą oczywistą, że w 99 przypadkach na 100 (1 przypadek to rodziny patologiczne) rodzice starają się gromadzić i przekazywać majątek swoim dzieciom (lub członkom najbliższej rodziny). Obciążenie tego transferu podatkiem było rozwiązaniem niezgodnym z istniejącym od początku świata obyczajem i tradycją.

Niestety, uważna analiza projektu, a zwłaszcza jego art.1 pkt 4), uprawnia do wniosku, że sprawa ma – niewidoczne na pierwszy rzut oka – „drugie dno”. Zgodnie z dodanym tym przepisem art.4a ustawy o podatku od spadków i darowizn, zwalnia się od podatku nabycie rzeczy lub praw majątkowych przez małżonka, zstępnych, wstępnych, pasierba, ojczyma i macochę, jeśli łącznie spełniają następujące warunki – zgłoszą nabycie tych rzeczy lub praw właściwemu naczelnikowi urzędu skarbowego w terminie miesiąca od powstania obowiązku podatkowego, albo w terminie miesiąca od dnia uprawomocnienia się orzeczenia sądu stwierdzającego nabycie spadku, a nabycie środków pieniężnych udokumentowane będzie dowodem przekazania na rachunek bankowy lub przekazem pocztowym. Obowiązek zgłoszenia nie obejmuje przypadków, gdy wartość nabytego majątku nie przekracza, stosunkowo niewielkich, tzw. kwot wolnych, oraz gdy nabycie następuje na podstawie umowy zawartej w formie aktu notarialnego.

Oznacza to, że organy podatkowe w ciągu relatywnie krótkiego okresu czasu (kilka do kilkunastu lat) posiądą szczegółową wiedzę o wszystkich znaczących składnikach majątku każdego z podatników. Źródłem tej wiedzy będą zgłoszenia dokonane przez samych podatników przekazujących majątek dzieciom lub członkom najbliższej rodziny (wynikający z art.4a ust.5 znowelizowanej ustawy, wymagany zakres przekazywanych danych jest bardzo szeroki, wręcz wyczerpujący) oraz informacje uzyskane od notariuszy.

Oznacza to zarazem, że zrealizowane zostaną najważniejsze cele, już zapomnianej, a zakwestionowanej przez Trybunał Konstytucyjny, niechlubnej ustawy z dnia 26 września 2002 r. o jednorazowym opodatkowaniu nieujawnionego dochodu oraz o zmianie ustawy - Ordynacja podatkowa i ustawy - Kodeks karny skarbowy. Powszechne deklaracje majątkowe, o których mowa w tej ostatniej, składane będą mimochodem, przez znakomitą większość podatników, przy okazji korzystania z ulgi w podatku od spadków i darowizn. Kuchennymi schodami wprowadzona i reaktywowana zostanie zatem tytułowa „Wielka Idea” prof. Kołodki, co prawdopodobnie nie było zamiarem Autorów omawianego projektu :).

Podatnikom uradowanym nową ulgą wypada zadedykować zatem jedną z formuł należących do kanonu praw Murphy`ego :  Dyplomata to ktoś, kto mówi ci, abyś poszedł do diabła, a ty cieszysz się na podróż.

Jerzy Andrzej Tomczak

komentarzy (0)  |  dodaj komentarz  |  ▲ do góry

Redaguje zespół : Renata Romanowska, Jerzy Andrzej Tomczak (redaktor naczelny)
Adres redakcji : 91-829 Łódź, ul. Zawiszy Czarnego 8/10, e-mail : taxpage@doradcypodatkowi.pl

Wydawca: Przedsiębiorstwo Konsultingowo-Usługowe "JAT" Jerzy Andrzej Tomczak
               91-829 Łódź, ul. Zawiszy Czarnego 8/10, e-mail : jat@doradcypodatkowi.pl

ISSN 1644-1605  © Copyright by "JAT". Wszelkie prawa zastrzeżone.

Artykuły zamieszczone w biuletynie "TAX PAGE" zawierają wyłącznie poglądy ich autorów i nie stanowią obowiązującej wykładni prawa.

 

Login:
Hasło:
Chcę otrzymywać bezpłatnie kolejne numery biuletynu na zasadach określonych w Regulaminie
Rezygnuje
Czy wszyscy podatnicy zdążą przygotować się do JPK?